W kontekście ciałkowego rozczłonkowania psychiki człowieka, stawiam pytanie o ducha. Z tego co pamiętam, jeszcze z rozmów ze Zbyszkiem na zlotach, to stwierdził, że duch to ten ostatni nieruchomy ślepak, który w zasadzie niewiele robi. Chociaż wiadomo jak to na zlotach, pamięć może zawieść w tego typu okolicznościach. Gdyby skonfrontować taki opis ducha z filozoficznymi koncepcjami, pewnie doprowadziło by to do sprzeczności. Ducha bowiem opisuje się przede wszystkim kategorią wolności. Niczym nieograniczonego, bezinteresownego, przepełnionego dobrem.
No właśnie ta wolność teraz mnie fascynuje. Stąd pytanie o ducha w kontekście ciałek. Kiedyś z Kronopiem dyskutowaliśmy, i doszliśmy do wniosku, że ludzie nie są jednakowo zbudowani. Chodzi mi o pewną strukturę psychiki. No i w związku z tym chyba nie każdy ma ducha... nie wiem. Może ryzykowne stwierdzenie, ale jak wytłumaczyć bestialstwo i całkowity brak wrażliwości na krzywdę innych? Dalekowschodnia karma pewnie ma swoje argumenty, tak samo jak chrześcijański szatan. Ale one mnie raczej nie przekonują. Dlaczego?
Bo duch gdzieś musi być. Wschód zna pojęcie ducha (atmana), ale w buddyzmie się nie pojawia w tym akurat sensie. Atman występuje raczej jako konstrukt psycho-fizyczny, który jest projekcją pomieszanego postrzegania. Chrześcijańska dusza, czyniąca zło to pełna grzechu, odwrócona od boga istota zniewolona przez szatana. Dusza wcielona, urzeczywistniona z natury swojej czyni dobro. Ale gdzie jest duch, gdy czyni się zło? Wówczas go nie widać. Może go w ogóle nie ma? Stając się sługusem szatana, zanika. Przestaje istnieć? W tym sensie łatwiej zrozumieć, to co powiedział Tischner, że śmierć to pomysł szatana...
Ducha szukam. W środku, w sobie. Takie rozważania pomagają zrozumieć. Nie można szperać w sobie nie rozumiejąc...
Eh nie jest tak źle.Sporo mówi się o stanie świadka, mnóstwo artykułów o tym niezwykłym bezruchu czuwania, w którym można siedzieć bez odczucia czasu bez końca. To właśnie on, nasz duch, uwikłany w działanie. Gdy dostanie górny mentalny , wzbudza w sobie wole, kręcąc na boki. doklei do siebie mentalny płaszcz z pamięcią, to wie już co jest za jeden mając wnioski pod pacha. Wciepnie się w astralne, to może jego wyobraźnia nabrać kształtów w prawym i lewym. W eteryczno fizycznym, podporządkowany konsekwencji zdarzeń, obserwuje bacznie co się dzieje i dziarsko uczy. Wlasnie w nim powstając, ciagnie sie po smierci w gore, az wytraci co zebral i talala od nowa w te pedy na dól ale ju mądrzejszy. Po każdej przygodzie ma coraz więcej w glowie, coraz szybciej i sprawniej sobie radzi.
OdpowiedzUsuń na zawszeJak lokomotywa z wagonami. Dusza-psychika, to jego zapchane wagony a duch jego jazn jak lokomotywa, tyle ze stojąca na torach, starawa jak świat i bez węglarki, co by do pieca dołożyć.
Pociąg wzrokiem na polu można dzielić na lewa i prawa stronę, więcej lub mniej wagonów po każdej, jaka fantazja i gdzie kto stoi. Tak z ta dusza, kto jakiej części co przepisze. W Egipcie było 6 a Watykanie 2, w sumie nie ważne ile, tylko która z części co robi.Mama gada, gotuje i odkurza , tata pracuje pije i ogląda telewizor. Kazdy robi niby co innego a razem wychowują dzieciaki. Tak z tymi czesciami. Sporo ich jest, każda robi co innego a w całości jest istota jak ta lala.
jeje nie jest zle
Ladnie opisany swiadek
OdpowiedzUsuń na zawszehttp://zenforest.wordpress.com/2010/03/07/stan-swiadka/
jeje
no dobra... Zbyszek, czyli mówisz mi że bestialstwo i okrucieństwo to też etap w rozwoju ducha?
OdpowiedzUsuń na zawszea nieoficialnie mowie, ze to swinie. jeje
OdpowiedzUsuń na zawszeDobrze że to piszesz. Szczerze.
OdpowiedzUsuń na zawszeA ja myślę, że duch jest pod (ponad) tym wszystkim i człowiek opętany niskimi pragnieniami, zaślepiony przez swoje materialistyczne przekonania zwyczajnie nie postrzega z tej perspektywy, co więcej jest jej nieświadomy... Może mieć przebłyski i to są kierunkowskazy, szanse na wyrwanie się z tego zapętlonego kręgu...
OdpowiedzUsuń na zawszeZbychu, zastanawiam się zupełnie serio, czy duch jest niekumaty, gdy ma jeszcze zamknięte oczy... Albo chodzi o jeszcze jedno ciałko w górę...
Wszyscy wyzwoleni opisują wolność, błogość, nieograniczony napływ wiedzy, utratę iluzji jednostkowej jaźni... Możliwości działania dopiero wtedy otwierają się zamiast zamierać...
PS. Nie udało mi się zamieścić wcześniej żadnego komenta. Czy tylko Zbychu może? Spróbuję jako anonim. Herbinka też ma blogspot i jakoś nie ma problemów, może to ustawienia?
Conchi
Do komentarzy można wybierać tylko 2 dolne opcje profilu, inne masz zablokowane...
OdpowiedzUsuń na zawszeConchi
Przeskakiwanie świadomości miedzy ciałkami to jedno, w ten sposób przerywa sie łączność i faktycznie wtedy wydaje się że duch jest ponad. Mnie od pewnego momentu korci rozniecanie świadomosci na wszystkie te płaszczyzny. Zeby każda była aktywna w jednakowym stopniu. Chodzi mi o taką intensyfikacje przezyć, aby poczuć całkowita pełnię. Pełnię Człowieczeństwa, która pozwoli też zrozumieć. Niekoniecznie wyzwalając sie z "ludzkiej" kondycji.
OdpowiedzUsuń na zawszeps. Conchi, nie wiem czemu dostepne masz tylko dwie opcje umieszczania komentarzy. Sprawdzałam w ustawieniach i każdy może pisać.
btw. Conchi próbowałam własnie z innego konta napisac komentarz i sie udało bez problemu. Wszytskie opcje dostępne. Nie mam pojęcia dlaczego u Ciebie jest inaczej.
OdpowiedzUsuń na zawszeZalogowałam się na swoje konto google i ... jeśli się uda, tzn. że teraz działa. Wcześniej pisało, że nie mam autoryzacji...
OdpowiedzUsuń na zawszeOk. Działa. Wiesz co, odkąd zostałam buddystką zaczęłam to jakoś inaczej odbierać, więc trudno mi odnieść się do pewnych doświadczeń "ciałkowych" - nie odczuwam jakiegoś przerwania łączności, więc nie wiem, o co chodzi. Przyjemna świetlista energia świadomości przepływa i przenika doświadczenia niezależnie od ich rodzaju. Jedynie, gdy opanował mnie niedawno gniew, odczułam rozdzielenie, jakby ja prawdziwa stanęła obok i obserwowała wybuch gniewu.
OdpowiedzUsuń na zawszeMyślę, że dobrze kombinujesz, nie ma nieduchowych przeżyć. To ezoteryka new-age narzuciła tą wizję duchowości jako coś oderwanego od codziennego życia, pięknego i "fioletowego" w przeciwieństwie do nieduchowych doświadczeń codziennego życia.
Nie warto z tym walczyć, bo to tylko pusta koncepcja :).
Pozdrawiam
Conchi
No właśnie ostatnio dotarło do mnie coś w stylu "embracing your own destiny" ale nie na zasadzie patrzenia na przeznaczenie jak na znaną projekcję swojej przyszłości, raczej na równoczesną intensyfikację i wytulenia tego wszytskiego co stanowi o istocie mojej. Doslownie wszystkiego, tych fajnych i niefajnych, tych niby dobrych i niby złych. Jasne i ciepłe, ciemne i zimne. Dla mnie to mega odkrywcze, i w pewnym sensie wyzwalające. Bo przekłada sie na bieżące doświadczenia. Ale dla bliskich to nielada wyzwanie. Brzmi znajomo, jak tantra wewnętrzna. :) Dzięki Conchi!
OdpowiedzUsuń na zawsze