niedziela, 2 stycznia 2011

leczenie na planie eteryczno-astralnym cz.4.

    Dość krytycznie musze podejść do przekazów Elli Loginowej, są niestety naznaczone zbyt dużym błędem interpretacyjnym. I mój wniosek nie wynika tutaj z intelektualnej analizy tych tekstów, choć to też nie pozostaje bez znaczenia ale o swoisty wgląd, który udało mi sie uzyskać.
     Na płaszczyźnie energetycznej podobnie jak i fizycznej nie jesteśmy od siebie oddzieleni. Pozorne poczucie indywidualności i odrębności wcale nie jest znamienne dla naszego fizycznego bytowania. Życie w swoich fizycznych czy materialnych przejawach stanowi jedność, tak samo jak w każdej innej swojej formie. Doświadczenie płynące z kontaktów ze światem fizycznym, nie różni sie niczym od doświadczeń płynących z jego astralnego czy innego wymiaru. W każdym razie, nasz mózg nie rejestruje żadnej różnicy między nimi. Jakie to przynosi wnioski?
     Ano takie, jeśli nawet bez uczestnictwa samego zainteresowanego czyli np. osoby chorej, której podamy/ podsuniemy jej energetyczny wzorzec pozbawiony zainfekowanej tkanki, ona bedzie w stanie go w siebie wchłonąć. Nie musi być tego świadoma, nie musi nawet wiedzieć że coś takiego miało miejsce. Zależy to wyłącznie od dokładności i zaangażowanej mocy/energii  w takie działanie. Przykladem może tu być historia  opisana  przez Darka na jego blogu. Z jakim zaangażowaniem, pełnym miłości wspomagał mamę energetycznie i astralnie w leczeniu. Na tyle skutecznie, że mama wyzdrowiała.. I nie wiem, czy milość i wspołczucie są kluczowe dla takiego rodzaju działania, ale inna motywacja mnie nie interesuje.
   

4 odpowiedzi:

  1. A co jeśli podsunięty wzorzec będzie niekompatybilny i przyniesie więcej szkody niż pożytku albo też nasze działanie będzie świadomie negatywne?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. nie wiem... ale mam wrażenie, że bardzo czesto taki rezultat jest wynikiem nieświadomych i niekontrolowanych myśli. Ktoś kto uporczywie mysli o drugiej osobie, przypisując jej przykładowo negatywną motywację albo konkretne wady, zaczynają one faktycznie sie materializować w zachowaniach tej osoby, staje się ona w jakiś sposób ubezwłasnowolniona. Coś tu musi być na rzeczy. Myśle że podobnie jest w kwestii zdrowia, ktore czesto jest traktowane jako odrębna i niezależna sfera od psychicznej. Ten podział na psychikę i ciało,jest dla mnie jakimś sztucznym i nieadekwatnym rozdzieleniem. Z doświadczenia wiem, że higienia życia psychicznego jest fundamentem dla zachowania zdrowia w ogóle. Gdy tej higieny brak, od razu rzutuje to nie tylko na samopoczucie, ale i na stan zdrowia. Natomiast gdy żyjemy w środowisku pełnym napięć, emocji, przymusu i braku samozadowolenia zaczynamy chorować. To jest dużo bardziej chorobogenne niż proste, zdyscyplinowane życie w ciszy i spokoju.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Gdy wracałem z delegacji i traciłem cel, to rozkładałem się na leżance i zaczynałem tydzień chorować, przeziębienie chwytało bezlitośnie. Po 15 latach, wreszcie postrzegłem, ba nawet alergie wtedy załagodziłem. Podsłuchałem napięcie, -coś zawsze we mnie tykało, ostrzegało, nie rób tego, takie delikatne parcie niezadowolenia na obrzeżu woli, i tego co wybiera.
    Niby nic, ale warto poszukać,
    Gdy z Noble się spotykałem, to on narzekał ze go w poza nerka rwie....., właśnie ta, której ja nie mam, bo bobaskowi wycieli, bo diabli ja wzięli
    Gdy znajomej zakwasiło się serce i nerki, i było mizernie, z kostucha przy głowie, to wlazłem i pomyszkowałem, i cud się zdarzył, ale po tej mojej, zdrowej stronie.
    Gdy podglądałem Józefa z rakiem jelit, rozkwasiłem się z brzuchem samemu na tydzień.
    Jest taki moment , gdy czuje wsparcie i wiem ze ON wyleczy, ale rzadko kiedy się to zdarza. Tak jakby samemu było ciężko, jakby łapki za małe
    Zbych jeje

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Pare dni temu podrażniłem się z kimś niezwykle narwanym,dzień potem w pracy w rozmowie wspomniałem i bum ciśnienie poszło mi w gore. Innym razem rozjuszyłem szaleńca, już innego. Ups poszło, po chwili ciśnienie. Patrze 240, e pewnie zepsuta maszynka. 210, po chwili. ciągle pulsuje a gęba czerwona. Nie żarty myślę i hyc na leżankę i patrze. Cos we mnie dygocze, chwytam, wyrywam , oddech wyciszam i zbiłem na 180.
    Ok, przeżyłem.
    jeje

    OdpowiedzUsuń na zawsze